12 sty 2019

A niedaleko snieg sypie...

Nie wychodzilam od obiadu, czyms tam sie zajmowalam, okna szczelne, na dworze ciemno, nic nie widac nic nie slychac....
Chcialam teraz wywietrzyc pokoj, otworzylam okno, a tam ulewa! Ale jaka! Hektolitry wody leca z nieba (z chmur), chlapia, dudnia, rynny szumia!!!
Jak w jakims horrorze.... a do tego ciemno....
I tak sobie pomyslalam, ze troche kilometrow na poludnie, gdzie temperatura od zera w dol, te masy wody spadaja jako snieg, zasypuja drogi, domy, lamia drzewa, pozbawiaja pradu, zabiajaja...
Nieposkromiona przyroda, ktora po latach poddawania sie czlowiekowi, wybucha zloscia...
Co dalej????

Taki mam klimat :)

Dzwoni telefon, odbieram: kolezanka z Polski - "co slychac, jak sie czujesz, co porabiasz"- normalne pytania. 
A potem: "ile masz sniegu, bo slyszalam, ze Niemcy zasypane".
I teraz zaskoczenie: u mnie sniegu nie ma, nie bylo i mam nadzieje, ze nie bedzie!
Niemozliwe? Mozliwe :)
U mnie jest tak:
 
Trawa zielona, zywoploty zielone (nic dziwnego, tuje zawsze sa zielone), ale na przyklad kwiatki kwitna! 
Na przyklad prymulki, ktore wsadzilam do ziemi w listopadzie i gozdziki skalne, ktore jesienia zaczely przysychac, a teraz uparly sie na nowe paczki (ponczki).

Kwitna tez biale ciemierniki, ale to normalne i przybywa kolorowych lisci zurawkom, posadzonym tez w listopadzie.
A ta popekana ziemia to na pewno cebulki tulipanow, ktore juz chca pewnie wylezc z ziemi.

Zdjecia robilam dzisiaj, bo jakos sie zmusilam do wyjscia w ramach mojego "Projektu 365".
Wyszlam pomimo zmierzlej pogody, sama siebie podziwiam, ale to dopiero drugi dzien :)))

Zdjecia i relacje z projektu publikuje na moim drugim blogu, utworzonym specjalnie do tego celu:  nazwalam go:"365 - blog Basi" KLIK!
A ten blog pozostaje nadal kolorowy jak zawsze :)

Takie najezone kulki za plotem rosly, podejrzewam, ze to kasztany jadalne. Musze wiosna spytac wlasciciela ogrodka, czy to rzeczywiscie kasztan, bo chetnie bym u siebie tez posadzila. Bardzo lubie jesc kasztany! Nawet jezeli nie sa z Placu Pigalle w Paryzu :))))

10 sty 2019

Projekt 365 - #001#

"Projekt 365" to jest cos takiego, zeby kazdego dnia przez 365 dni  (czyli przez caly rok, dzien po dniu) robic jedno zdjecie i wstawic w swoje ulubione miejsce. Czyli taki foto-dziennik.
To tak w skrocie. Tu jest link do pomyslu.
Projekt jest po to, zeby sie sprawdzic, czy jest sie na tyle zdyscyplinowanym, zeby kazdego dnia wstawiac nowe zdjecie. Albo po to zeby sie dopingowac do czegos, np ja bym chciala codziennie chociaz kawalek pomaszerowac, co ma mi dac w efekcie zgubienie kilogramow :)))
A jezeli czegos nie zrozumialam w tym projekcie, to doczytam i dopisze, ale na razie wstawiam sobie pierwsze zdjecie z mojego dzisiejszego spaceru w moim ulubionym miejscu, czyli na moim blogu :)

Dzien pierwszy.
#001#  10.01.2019, Kosciol ewangelicki w mojej wsi:
Nigdy mu sie przygladalam, a jest taki ladny w swej prostocie i bieli. Do srodka tez kiedys zajrze :)
Ruszylam dzisiaj d...sko, co prawda samochodem, bo na zakupy. Ale zostawilam go na parkingu przy pierwszym sklepie i pieszo ruszylam w obchod: apteka, drugi sklep, trzeci sklep. Prozaicznie szukalam czerwonych burakow, bo mialam ochote na swiezy sok. Niestety, burakow nie znalazlam, musialam sie zadowolic marchewka, ale nalazilam sie przez 1,5 godziny. Szkoda, ze krokomierza ne zabralam, ale gdzies mi sie zawieruszyl :(
No i to tyle o pierwszym zdjeciu i o pierwszym dniu projektu :)

5 sty 2019

Tak sobie zapisze "ku pamieci" :)

Moj blog to taki moj notatnik, staram sie zapisywac i pokazywac to, co zrobilam, uszylam, co bylo wazne, smieszne, ciekawe.
Moze nie dla wszystkich jest to takie, jak dla mnie, ale sens swoj ma.
Moja pamiec nigdy nie byla dobra, wiec taki notatnik dobrze jej robi :)

Na zachete pieski :)
Troszke wyrosly i lozeczko zrobilo sie za male, ale i tak w nim sypiaja:

A tu odpowiedz na pytanie, dla kogo szyje patchworki:
Teraz wiadomo, ze dla piesow :)))

Koniec rozrywki, do roboty!
Na swieta zjechala do mnie corka z trzema psami, cieszylam sie ze bedziemy spacerowac, ze moze jakies kilogramy z siebie wytrzese, ze zdrowko sie podratuje, ale...
Pogoda robila wszystko, zeby nas i psy zniechecic do spacerow: wialo, siapilo, mzylo, niby temperatura nie byla zimowa - tak w okolicach 6-8 stopni (na plusie), ale nie dalysmy rady wykonac planu :(
Ja jeszcze myslalam, ze sobie poogladam filmy, poczytam, podlubie na drutach, ale to tez mi nie bylo dane, bo:
corka przywiozla ze soba material na stroj goralski - spodnice w rozyczki i czarny serdaczek, ktory potem miala ozdobic.
Stroju ludowego potrzebuje na wystepy jej choru (tak, tak, ona tez spiewa w altach) :)
Chor w Holandii, ukrainsko-rosyjski, a czlonkinie i czlonkowie roznych narodowosci - Holendrzy, Rosjanie, Ukrainki, Polki, i spiewaja po rosyjsku, ukrainsku i... polsku! Dlatego ten polski stroj ludowy.
Spodnica byla prosta, z guma w pasie, corka uszyla ja sama.
Gorzej bylo z serdaczkiem :)
Nigdy czegos takiego nie szylam, nie jestem krawcowa, nie umiem szyc, material byl czarny i juz wyhaftowany, corka ma czym oddychac, wiec konieczne byly duze zaszewki, bo serdaczek musi byc dopasowany...
Nie wiedzialam, z ktorej strony to ugryzc :(
Zrobilam prowizoryczny wykroj, uszylam prowizoryczny model z przescieradla i na zywym modelu przycinalam, fastrygowalam, prulam, znowu zszywalam....
Potem odwazylysmy sie wykroic z materialu, uwazajac na haft, zeby sie zgadzal w pionie i poziomie, znowu fastrygowanie, prucie, zszywanie, a do tego jeszcze sliska podszewka!!!
I tak meczylasmy sie trzy dni...
Nie uszylam do konca, bo gapa zapomniala wziac ze soba material na zabki na dole serdaczka, ale "uszytek" pojechal z nia do Holandii prawie skonczony (prawie robi roznice).
Nie wyprulam bialej fastrygi, bo juz na oczy nie widzialam, haftki do czerwonej tasiemki byly tylko przyfastrygowane, ale zamek z boku wszyty nawet porzadnie i serdaczek lezy jak na nia uszyty:


Reszte musi sama wykonczyc: obszyc wstazkami, doszyc kwiatki i cekiny, no i doszyc te nieszczesne zabki (nazwane przez nas roboczo dachowkami).
Nawet sie niezle z daleka prezentuje, no i te kierpce :))))

Jak ja szylam, to dziecina musiala byc kolo mnie, zeby mierzyc i mierzyc, wiec bawila sie w szycie nastepnego patchworka, znowu dla dziecka kolezanki, znowu w tonacji fioletowo-rozowej.
Uzyla wszystkich resztek w tych kolorach, wiec wiecej dziewczynek nie powinno na swiat przychodzic :)
Na srodku wszyla panel wykonany na spotkaniu grupy paczworkowej w Holandii, jak kiedys tam zaczela sie w to bawic. Wreszcie uszyte tam kwadraty znalazly zastosowanie :)
A potem dokladala z dolu, z gory, z bokow, i znowu i znowu, az wszystkie kawalki zuzyla i wyszedl jej taki uszytek (psy oczywiscie pilnie pomagaly ukladac!:
 


Swiatlo do fotografowania bylo byle jakie, w naturze kolorki sa zywe i dziewczynka Powinna byc zadowolona. Wielkosc jakby przesadzona, ale za to na wiele lat wystarczy :)))

A na koniec zagadka. Co to jest? :
 Juz sie wydalo!!! Jaskolka wygrala!!!!!
To sa kontenery na placu przeladunkowym, a to niebieskie na brzegach po prawej i lewej to sa suwnice z dzwigami, ktore jezdza z prawa na lewo i z lewa na prawo i wybieraja kontenery do zaladunku.
Nad nagroda musze pomyslec, nie sadzilam, ze ktos zgadnie :)))

Polnoc wybila, koniec pisania, dobranoc :)

31 gru 2018

Jeszcze chwileczke, jeszcze momencik....

.... i nowy roczek zacznie sie krecic :)

Wszedzie zyczenia, zyczenia, zyczenia, i u mnie tez!
Ale sa to zyczenia napisane przez nasza dzielna grupe altow, ktora w przerwie miedzy spiewaniem ulozyla taka liste - kazda z nas miala napisac jedno zyczenie.

I tak mamy 11 zyczen od jedenastu chorzystek:
- zycze wam, zeby kolo was zawsze staly osoby, ktore sluchaja, co mowisz
- zycze wam, zeby kolo was zawsze byly osoby, ktore was rozumieja
- zycze wam dobrych sasiadow
- zycze wam zdrowia
- zycze wam zadowolenia
- zycze wam, zebyscie nigdy nie stracili nadziei
- zycze wam osoby, ktora bedzie z toba takze w zlych chwilach
- zycze wam, zebyscie nie stracili wiary w dobro
- zycze wam, zeby nikt nie kaleczyl twoich uczuc
- zycze wam, zebyscie mogli sie cieszyc kazdym dniem
- zycze wam spokojnej przyszlosci

Zyczenia dodatkowe od blogowiczek i blogowiczow:

- Bycia zawsze wyspaną życzy sopran! - to dodatkowe zyczenie od Frau Be
- Życzę wszystkim spokoju ... czasu dla siebie ... - Lidia
- podchodzenia do życia na luzie, bez napinania się - mokuren
- Herbaty Wam kochane życzę! Dobrej i mocnej! - Pies w swetrze
- To ja życzę by każda z pań wierzyła w siebie, w swe możliwości i kochała ....siebie! - anabell
- niech się nam więc spełnią powyższe! :) - Maria Nowicka i Tomek
- niech się spełniają życzenia, życzę )) i żeby z nas nigdy dobro nie wyparowało .... v
- A ja nam wszystkim życzę wiosny, lata, jesieni i zimy:) - Wojciech Gotkiewicz
- Życzę Wam wszystkim, abyście umiały realizować swoje potrzeby, nawet wtedy, gdy jest to trudne -Kariatyda2017
- Jak zwykle: wszystkiego najpiekniejszego!
I szczescia bo jak jest szczescie to i zdrowie i wszystko, prawda?- maradag
- Wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku :D - agatek

I ja zycze wam tego wszystkiego w duzych ilosciach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A moze ktos dopisze w komentarzach jeszcze swoje zyczenie, mielibysmy wieczna liste dobrych zyczen, do wyboru, do koloru :))))



25 gru 2018

Swiatecznie

Nie narobilam sie w tym roku, jezeli chodzi o swieta.
Wiedzac doskonale, ze moi swiateczni goscie nie grzesza czystoscia dwunastu lap, nie probowalam nawet posprzatac, bo i po co?
Sprzatanie bede musiala uskutecznic PO gosciach!!!!

Dekoracja byla watpliwa - samo zejscie do piwnicy i szukanie czegos kolorowego do "ustrajania" wywolywalo we mnie gwaltowny bunt - no bo namecze sie jak glupia, a za pare dni powtornie, tylko w druga strone... no nie!

Jedzeniem tez sobie pieknej glowki nie zawracalam - mnimum wysilku, minimum waluty, minimum do lodowki, przeciez JA sie odchudzam :)
No i tak sie stalo, albo prawie tak (prawie robi roznice)

W sprawie "ustrojenia" poszlam na kompromis: dwie malutkie sztuczne choinki, juz z ozdobkami schowane do workow w ubieglym sezonie wyciagnelam z ciemnych czelusci piwnicy.
Tylko dlatego sie zlamalam, bo dostalam od dziecka prezent (marzylam o czyms takim) kosciol i domki i latarenki, o takie:

Moze dokupie jeszcze inne, pomysle.

Jezeli chodzi o czesc kulinarna, to sprawa sie skomplikowala.
Dzien przed wigilia zbuntowala sie corka: bez barszczyku z uszkami? Nie!!!!
W wigilie rano pojechala do ruskiego sklepu i nabyla buteleczke czerwonego polskiego barszczu i zamrozone, polskie, pierogi z kapusta i grzybami.
W ostatniej chwili przed zamknieciem sklepu kupilam jeszcze ugotowane buraki.
Starte buraki do koncentratu barszczykowego, pierogi ugotowane, i.... wigilia gotowa!!!
Jeszcze po kawalku ciasta Panettone (kupnego), i cali szczesliwi zakonczylismy swietowanie :)))

Caly czas plataly sie nam pod nogami czipsy, czyli trzy-psy, czyli 12 brudnych lap.
Uskutecznialy zabawe: "wpusc pieski, wypusc pieski", czyli drapanie w szyby, zeby je wypuscic do ogrodu i drapanie z drugiej strony, zeby wpuscic do domu.
Zawsze byly po nieprawidlowej stronie :)
W ogrodzie mokro, bo u nas zimy niet, pada, wiec blotniste lapy ladowaly na (na szczescie) niemytej wczesniej podlodze...
Czasem byly mile, jak sie juz wykonczyly gonitwa i zasypialy na 5 minut:

Co robic w swieta, jak sie ma tyyyyle czasu? Oczywiscie ze mozna szyc! Nie jest to praca, lecz namietnosc, wiec nie grzeszymy :)

Corka zabrala sie za wycinanie nowego paczworka:
w czym, jak widac dzielnie pomaaly jej czipsy,

a ja wzielam sie za pikowanie wczesniej juz uszytego paczworka (tu pare zdjec), ktory plakal w szafie od paru miesiecy:
A w temacie ruszania sie, zeby nam sie wszystkim tluszczyk nie odkladal, uczylysmy male piesy schodzic ze schodow, co niestety udalo nam sie polowicznie. Tylko jedna psica sie tego cyrku nauczyla, druga bedzie dalej szkolona.
Na filmiku widac, ze nie pomagaly nawet krojone paroweczki, ukladane na schodach:
Ale nie poddamy sie! Znoszenie 7 kg pieska nie sluzy naszym kregoslupom.

Wesolych Swiat! :))))))

21 gru 2018

Taka torebusia mi sie uszyla...

Od zawsze cierpialam na niedobor torebek, jak uciulalam grosz na skorzana (byly drogie i teraz tez sa drogie), to okazalo sie, ze nie pasuje np. do opery, albo do lasu :)
Jak dorobilam sie takiej do opery, to nie pasowala mi do wszystkich ubran :(
A na codzien to juz wcale, bo takich torebek nie ma do teraz!

Torebka musi byc: lekka, pojemna, wodoodporna, na ramie, do postawienia, do trzymana w recach :)
No nie ma takich!!!
A w torebce musi sie zmiescic:
portfel z forsa,
duzy pek kluczy,
telefon, albo dwa (ja tak mam),
szczotka do wlosow,
pomadka do ust,
plastry na wszelkie wypadki,
lusterko,
notesik i dlugopis,
kalendarz,
mentosy albo inne eukaliptusy,
nozyczki,
pilniczek,
pesetka,
chusteczki do nosa,
chusteczki do okularow,
0,5 litra (wody!) :)
siatka na zakupy,
ksiazka do kolejki,
latarka,
scyzoryk,
...... ktos cos dopisze???? :))))

Dopisuje:
- aparat fotograficzny (Basia)
- WD 40 (Hana)
- krem do rak (Tomek)

Kobiety mnie zrozumieja, na pewno :)

No to stwierdzilam, ze musze sobie sama torebusie uszyc.
I sie zaczelo!
Przegladalam internet wzdluz i wszerz (wlasciwie to nie wiem, ile dlugosci i szerokosci ma internet??? ).
Znalazlam wreszczcie cos odpowiedniego, wykroj bezplatny, opis doskonaly, i zaczelam.

Wykroj czesci do torebki w wersji Mini wygladal tak:
Oj, mozna oczoplasu dostac!
Ale mistrzyni, ktora wykonala ten wykroj przewidziala rozne mozliwosci, i do najprostszej miniowy nie trzeba bylo uzyc wszystkich czesci, ufffff!

Material na prototyp wybralam ciemny, zeby nie bylo widac plam od potu i lez wylanych w czasie szycia :)

Wykroilam i... szylam.... szylam... szylam trzy dni! Ale z przerwami :)

Tak wygladaly pierwsze kroki:
Podobalo mi sie to, co szylam, wiec dalej juz bylo z gorki i w koncu uszylo mi sie takie cosik:
- z przodu (w kieszonce zmiesci sie zeton do wozka i cienka apaszka):

 - z tylu (w kieszonce zmiesci sie paczka chusteczek):
- wewnatrz (kieszonki niezapinane na telefony i dlugopis)
w roli smartfona wystepuje noz obrotowy :

 - druga strona wewnatrz (kieszonka zapinana na zamek blyskawiczny:
- i wypchana reszta niezbednych przedmiotow:
Jeszcze jest pasek na ramie, dopinany, ale sie nie zalapal na zdjecie :)

Ladna torebusia mi sie uszyla! Mam ochote na nastepna :)

Jakby ktos chcial uszyc, to:
wykroje i opis po niemiecku, ale bez paniki, jak ktos cos juz szyl, to da sobie rade, a ja moge pomoc w potrzebie :)
Blog autorki torebki tu.
Torebka nazywa sie Schnabelinabag, ma cztery wersje wielkosci: mini, small, midi i big.
Wykroje sa ogolnodostepne w internecie tu.
Opis wykonania, szczegolowy, zdjecie po zdjeciu, bardzo dokladny, ma 89 stron! jest tu.
Dwa dlugie filmy wideo na YT , czesc pierwsza tu, czesc druga tu.
Po prostu nie mozna nie uszyc, bo jest wylozone prosto, jak krowie na miedzy.
Zachecam, bo warto. Oprocz tej torby Schnabelina ma wiele innych bezplatnych wykrojow.

17 gru 2018

Poduszki poszly do ludziow :)

Sobota... ciemny swit... budzik!!!!!.... Laaaaaa... musze wstawac i leciec szykowac spotkanie adwentowe :(((((
Z trudnoscia zebralam sily i checi, zabralam wielki gar do grzania ponczu i pojechalam.
A tam dziewczyny jak skowroneczki, zadowolone, cwierkaja, ehhhh, musialam sie wziac w garsc :)

Relacja z byle jakimi zdjeciami, bo albo aparat swiruje, albo ja nie umiem juz nastawic :)

Stoly ustawione:
 udekorowane:
 tu sliczna scianka z holenderskimi kafelkami:
 nie zabraklo krasnoludka :))) :
Programu nie bede wypisywac, tylko skroce wydarzenia :) 
Przybylo (razem z nami) 40 chorzystek, byla mowa powitalna, zaspiewana koleda, i podalysmy kawe... a do kawy..... TORTY wlasnorecznie (nie przeze mnie) pieczone:





 a tak wygladaly razem, pieknie, jeszcze przed inwazja glodnej tluszczy:




Kawa lala sie litrami, goracy poncz rozgrzewal nasze twarze (serca tez), nastrojowo tez bylo, jak widac, a szczegolnie pieknie bylo, gdy moj garnek wysadzil korki,
dobrze ze palily sie swieczki :)
 przyplatal sie maly krasnoludek:
 dziewczyny czytaly swiateczne historie, i spiewalysmy, spiewalysmy :)
 a potem sie torty skonczyly:
i przyszedl czas na wreczenie prezentow.
Zaskoczenie bylo ogromne, poduszki zrobily wrazenie, wszyscy sie cieszyli, lalalala :)))
Nasza dzielna grupa ustawila sie beze mnie do pamiatkowego zdjecia:
mnie nie ma, bo.. jak zwykle ja robilam zdjecie :)

Dziewczyny na sali szalaly:

A my pelne satysfakcji odetchnelysmy gleboko, ufffffffffffffffffffffffffffffffffff!!!!!!!!!!!!

A jeszcze moje dziewczyny zaspiewaly specjalnie dla mnie napisana posenke pochwalna!
Musze przyznac, ze mi sie lezka w oku zakrecila :)
No i musialam odpowiedziec na milion pytan, i wysluchac achow i ochow, oj dzialo sie, dzialo!

12 gru 2018

Grudzien, czyli prezenty, sledzik, spiewanie, imieniny

Grudzien wlecze sie jak....  (tu kazdy wstawia wedlug wlasnego widzimisie), ja czekam na przelom, zeby dnia zaczelo wreszcie przybywac, zeby mozna bylo odetchnac od tej wiecznej ciemnosci.
Moje "jasne" godziny dnia sa krotkie, bo zasypiam pozno i wstaje pozno, jak nie liczyc, mam tylko 6-7 godzin dnia :)
Ale to sie wkrotce zmieni i wreszcie sie obudze :)
Na razie dni uplywaja pod znakiem adwentu:
odwiedzamy sie z okazji przygotowan do roznego rodzaju imprez i wszedzie stoja adwentowe wience, swieczki, bombki itd. Domy wypucowane, az lsnia, ogrodki przeddomowe wygrabione do ostatniego listka, listonosz jezdzi dwa razy dziennie i dzwiga paczki z prezentami, radio snuje swiateczne piosenki.
Od poczatku grudnia ciagle sa jakies "imprezki", ktore mnie tez dotycza:
jarmark i bazar swiateczny, czyli jarmark na rynku, a bazar w kosciele (moje kolezanki sprzedawaly cos, wiec musialam je nawiedzac;
spotkania adwentowe (po polsku sledzik) w przeroznych grupach - mnie dotycza tylko dwa: choru i przadek;
chor przygotowuje sie intensywnie do wystepu - koncertu noworocznego, jak zwykle w kosciele, proby co tydzien, a po swietach co drugi dzien, koncert spiewamy z orkiestra i sopranistka 30. grudnia.
Do spotkania adwentowego choru (czyli sledzika) przygotowujemy sie juz od dawna. Nasz glos : alty drugie,  jest w tym roku odpowiedzialny za wszystkie imprezy, w tym takze za spotkanie adwentowe.
Przyjdzie +/- 40 kolezanek, trzeba podac poczestunek, umilic czas programem artystycznym, wyspiewac wspolnie setke kolend :) i... Mikolaje wrecza prezenty!
Moge wlasciwie juz pokazac nasze prezenty, bo zadna ze znajomych tutaj nie zaglada na moj blog, czyli niebezpieczenstwa nie ma :)
Jak juz wczesniej opisywalam i troszke pokazalam, szylysmy poduszki do siedzenia w czasie prob choru. Kolorowe (a jakze!) , paczworkowe, z wkladem z gabki. Uszylysmy ich okolo 60 sztuk, bo chorzystek jest 50, a 10 chcemy sprzedac, zeby w nastepnych latach miec na kawe :)))
"Uszylysmy" jest slowem troche na wyrost, ale nasza grupka 12 dziewczyn dzielnie pomagala mi w tej pracy:
jedna wybrala material, poniewaz kazda poduszka szyta byla z dwoch kolorow;
inne przycinaly i prasowaly;
jeszcze inne pomagaly zszywac, ale to bylo najslabsze ogniwo, czyli ta praca spadla na mnie;
nastepna instalowala zatrzaski i wkladala gabki;
uszylam trzy wielkie wory, zeby Mikolaje mialy w czym te poduszki nosic :)
Teraz juz tylko czekamy do soboty i pilnie uczymy sie programu, bo kazda z nas ma jeszcze co robic;
bedzie pieczonych osiem!!! tortow,  trzeba przygotowac kanapki dla niejedzacych slodyczy, nakryc stoly w Domu Ludowym, ustroic bombkami, swieczkami, serwetkami, itd, podgrzac poncz (taki tu zwyczaj), rozlozyc dla wszystkich ksiazeczki z tekstami kolend, i psychicznie przygotowac cialo i dusze, bo to jest wyczerpujaca praca, jakies 6 godzin podawania, wynoszenia, obslugi, no i posprzatania po wszystkim :(
Pokaze jak wygladaja poduszki - trudno bylo te ilosc sfotografowac, zrobilam to u kolezanki na schodach, poduszki nie chcialy stac tak, jak chcialam, slizgaly sie na stopniach, dwa razy zrobily "efekt domina", ale w koncu udokumentowalam,
tu siedza moje pomocnice, ja robilam zdjecie:
poduszki fotografowane oddolnie (ja na zdjeciu):
i odgornie:

i troszke szczegolow:
Kazda poduszka jest inna!!!
Wszystkie poduszki uszylysmy z moich zasobow szmacianych, ktorych to zasobow po tej pracy prawie nie ubylo, niestety!!!
Jeszcze czekamy na reakcje obdarowanych, ale to dopiero za trzy dni :)

A z kolorowosci jeszcze moj amarylis, ktory mi zakwitl dokladnie na imieniny:


Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...