2 sie 2026

I do przodu!

Moje nóżki pooperacyjne mają się nieźle.
Po zdjęciu pończoch dwa dni po operacji zobaczylam siniaki w ilości sporej, na obu nogach, od góry do dołu, i żadnych ran ciętych. 
Dziś już dwa tygodnie minęły, siniaki się zmniejszyły, przerabiają kolory, teraz dążą do żółtego  😀
Nic mnie nie bolało i nie brałam żadnych tabletek .
A umycie się pod prysznicem po tygodniu niemycia było boskie!!!!!
Żeby mi nie było za dobrze, to nadal noszę pończochy kompresyjne, codziennie rano jęczę, stękam, ciągnę, bo to jakby naciągać na nogę dętkę rowerową o średniej średnicy  😀😃🙂🙃, no ale wieczorem ściągam z rozkoszą. 
Byłoby łatwiej, gdyby nie ta szaleńcza temperatura.... 
A to przecież jeszcze nie koniec 😩, zalecenie lekarza: nosić jeszcze do końca sierpnia.

Czwartek:
Na dodatek prysznic nadal się buduje, ale przyjechała brygada budowlana w ilości cztery 😀 - dwie psińce, córka i jej kolega budowlaniec, wszyscy chętni i zwarci do roboty!!!!
Psice kopią doły (w ogródku), córka kupuje lody, świeże bułeczki i gotuje, McGyver zamyka się w warsztacie, a ja przeszkadzam, plączac się wszystkim pod nogami  😀😃🙂🙃
W piątek i sobotę ściany były zagruntowane i kafelki położone, dwa progi "przeciwwodne" wmurowane i wylana pierwsza warstwa podłogi. Teraz dwa dni schnie, zakaz wchodzenia.

Niedziela wieczór:
Dwa tygodnie spokoju, córka wróciła do pracy, majster pojechał na dwa tygodnie na urlop, a McGyver odpoczywa po "rządzeniu" i regeneruje siły na "za dwa tygodnie" :)))
Stan obecny jest taki:
Jak widać do kibelka wchodzi się przez prysznic :)
No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się robi jak się da  :))))

Zaletą tego rozwiązania ma być możliwość wjazdu wózkiem inwalidzkim do prysznica i dalej do kibelka. 
Składane siedzisko na ścianę i uchwyty mają dbać o bezpieczeństwo.
Dobra ściągaczka wody powinna dać sobie radę z wodą po kąpieli, a progi zatrzymać wypływ. Podłoga ma być nie śliska, a w czasie kąpieli mata przeciwpoślizgowa.

W ten sposób możemy mieć wszystko na poziomie parteru.
Jak będzie potrzeba, to rampa z jadalni na taras umożliwi wyjcie do ogrodka i na ulicę :) 
A dopóki jesteśmy mobilni to korzystamy z łazienki na pierwszym piętrze, albo z prysznica w piwnicy.

Tyle na froncie robót 😀 




23 lip 2026

I po operacji, przeżyłam :)

(W poniedzialek)
No to juz po operacji,  w obu nogach od góry do dołu spalili mi laserem po kilka pokręconych żył....
Nie miałam przyjemności oglądania operacji na monitorze, ani podsłuchiwania chirurga i anastezjologa, bo mnie raz dwa trzy uśpili i po 1,5 godzinie obudzili :)
Wyjęli ze mnie jakieś rurki, przykryli kołderką, troche podnieśli tułów do góry i nakarmili dwoma herbatnikami i filizaneczką wody. 
Już byłam ubrana w gustowne pończoszki kompresyjne (moje), włożyłam spodenki i buty i poczekałam chwilkę na McGyvera,  którego wezwali telefonicznie do biednej żonki :) 
Od przyjścia do wyjścia trwało około 3 godzin.
Taki wojskowy kolorek sobie wybrałam, drugi komplet mam jasnoniebieski. 
Pojechaliśmy do domu, napiłam się kawy i poszłam spać.... 
Tego popołudnia włóczyłam się tylko po domu, troche otępiała,  następnego dnia (wtorek) na kontroli ściągnęli mi pończoszki, bandaże, plastry, zabandażowali na nowo, pozalepiali, i naciągnęli niebieskie pończoszki :)
I znowu nie miałam okazji obejrzeć nóżek, bo dwie pielęgniarki skutecznie mi wszystko zasłoniły....
Wygonili do domu (wtorek rano) z przykazaniem, żebym się oszczędzała, trochę po domu dreptała i NIE zdejmowała pończoch, i nie kąpała się aż do soboty!!!!
W sobotę wolno mi zdjąć te pończochy, odwinąć bandaże i "delikatnie" wziąć prysznic. 
I nie wycierać tylko osuszać....
Myję się mokrym ręcznikiem, włosy nad wanną i marzę o sobocie.... jeszcze dwie noce i dwa dni..... :)))))
Dzisiaj połaziłam po dwóch sklepach z dobrem wszelakim, w Action kupilam jak zwykle dwie pary małych nożyczek, przedłużacze do prądu i śliczne notatniki, a w Phillipsie trochę żarełka dla McGyvera. 

Mam zamiar zabrać się szybko za szycie, a właściwie przerabianie, bo:
w te gustowne pończoszki muszę się jeszcze odziewać przez co najmniej dwa miesiące, a że jest lato, to potrzebuję luźne krotkie spodenki i odpowiednie kolorem bluzeczki :))))

15 lip 2026

Trochę tego, trochę owego o lekarzach i kierowcach

Jak wszystko zależy od punktu siedzenia :)
Annabel na blogu narzekała na tzw. służbę zdrowia w Niemczech, a ja sobie chwalę.
Od początku emigracji korzystam z usług lekarzy wszelkich specjalności. 
Czasem dostaję termin od ręki, czasem za trzy miesiące, ale tylko raz u neurologa musiałam czekać pół roku, bo byłam nową pacjentką.  W razie bardzo pilnych potrzeb recepcjonistki wydłubują natychmiastowe przyjęcie 😀
Lekarz domowy ma w swojej przychodni wszelkie urządzenia, krew pobierają na miejscu, usg robią też. Przychodnia ortopedyczna ma rentgena, jedynie na CT i MRT wysyłają do budynku radologii.
Teraz przerabiam chirurga naczyniowego, przyszła pora na moje żyły  😞
Już w ten poniedziałek idę pod nóż (a właściwie pod laser), w związku z tym od tygodnia noszę pończochy kompresyjne zamiast podkolanówek kompresyjnych.
No i strasznie cierpię!!! Nie dość, że od miesiąca temperatura non stop afrykańska (ponad 30 stopni), to jeszcze te cholernie grube pończochy! A na dodatek po operacji jeszcze dwa miesiące tych tortur!!!!

No to było pozytywnie, a teraz będzie strasznie 😀😃
Do lekarzy jeżdżę autobusem sprzed domu, kupuję bilet (5,80€) na cały dzień i wszystkie busy, ogarniam nimi całe miasto.
Ale.... miałam wczoraj pierwszego lekarza o 8.00, więc McGyver zawiózł mnie szybko autem do miasta i tam zostawił.
Załatwiłam co trzeba, poszłam na pobliski przystanek autobusu i chciałam kupić całodniowy bilet u kierowcy.... szukał na monitorze, i szukał.... i nie wiedział co nacisnąć.... Nie mogłam mu pomóc, bo nie mówił po niemiecku!!! W końcu machnął ręką, pokazał że mam siadać i pojechał. A ja z forsą w garści i strachem przed kontrolą jechałam cztery przystanki... ufff... kontroli nie było  😀
Załatwiłam jeszcze dwóch lekarzy i wsiadam do autobusu, który mnie zawiezie do domu, a tu znowu jakiś @$%%!!! chyba jeden z "importowanych lekarzy i inżynierów" grzebie palcem po monitorze, grzebie... w koncu pyta ile ja zawsze płacę. Wkurzyłam się i wsadziłam rękę przez dziurę i nacisnęłam pole z nazwą mojej wsi! Bilet się wydrukował i pojechaliśmy.
Chyba miasto oszczędza na płacach doświadczonych kierowców?

A tak w ogóle to robimy prysznic na parterze,  robimy od 10 lat.... :)
W końcu moja córka się zdenerwowała i w piątek przywiezie fachowca. Oj będzie się działo  😀
Na razie wygląda tak: 

Będzie śmiesznie, bo z przedpokoju wchodzi się do prysznica, a z prysznica do ubikacji 😀😃
I nie było innej możliwości 😀 

A sweterek pomału rosnie:


28 cze 2026

Damian Micki - zaczynam lubić i rozumieć chemię

Jestem fanatyczką elektroniki, internetu, a co się z tym wiąże też wszelkich internetowych mediów :), a tablet kocham tak samo jak mojego męża :)))))
Ponieważ mój mąż, czyli McGyver jest z zawodu elektrykiem-elektronikiem z odchyłami na obróbkę metali, drewna i plastiku, no i fanatykiem wszelkich eksperymentów, to on mnie całkowicie rozumie.

Dlatego też mogę sobie spokojnie kupować wszelkie elektroniczne zabawki i potem się tym bawić :)

Do internetu "weszłam" tak dawno, że najstarsi górale tego nie pamiętają, dzięki internetowi poznawałam świat, ludzi (też McGyvera).

W gry wlasciwie nie weszłam, pozostałam na Majongu, kulkach i sudoku.

No i wpadłam w sidła Pinterestu, Facebooka, Tiktoka i innych pośledniejszych "grup".
Spędzam w sieci wiele godzin dziennie (przyznaję się bez bicia, że za dużo), tygodniami obserwowałam podglądy gniazd sokołów wedrownych - fascynujące!

Ale gdy młode sokoly wyleciały już z gniazd, to na Tiktoku odkryłam świetnego chemika - Damiana Mickiego i...nie mogę przestać go słuchać!!! 

Poznaję chemię tak ciekawą, tak prosto podaną,  że nawet taki tłumok chemiczny jak ja wszystko rozumie, i chce więcej :))))
Teraz już wiem, że miałam w podstawówce chemiczkę z dyplomem chyba kupionym w  ówczesnym "Collegium Tumanum"....
Nie pojmowałam o co chodzi, w liceum nadal nic, a na studiach to już był horror. 
Rok chemii nieorganicznej i rok organicznej, tabula rasa, egzaminy zdawałam na "zasadzie trzech zet" - zakuć, zdać, zapomnieć!!! Końcowy egzamin z chemii mialam komisyjny, i komisja była chyba tak zafascynowana moją niewiedzą, że puściła mnie z litości.... (spuszczam zasłonę milczenia i wstydu)....

No i okazuje się,  że chemia jest ciekawa, a nawet bardzo ciekawa :)))
Dziękuję ci Damianie za odkrycie we mnie chęci zgłębiania tej nauki,  może wróciłabym do podręczników chemii ???

25 cze 2026

Ale jestem glupia!


Czasem sobie myślę "Ale jestem głupia"
No i dzisiaj tak stwierdziłam.....
To że jest upał każdy widzi, to że są różne możliwości złagodzenia też się wie :)
Ale żeby mieć w domu sposób na przeżycie i nie stosować, to już trzeba być mną  😀

Moją ulubioną rozrywką jest wyszukiwanie i kupowanie dupereli w internecie.
Mam cudasie-przydasie do szycia, do robienia na drutach, "trochę" drobnej elektroniki, no i różne pomoce do domowej gimnastyki. Część z nich uzywam częściej, niektóre bardzo rzadko, a niektóre spadają na dno szuflady i ich nie widzę....

I dzisiaj.... co widzę na Facebooku:
"Jak schłodzić nogi ubrane w grube kompresyjne pończochy?"
Ha!!! Przecież ja to mam! Dlaczego nie używam????
Takie nic, a jakże przydatne :)
Ręczniczek chłodzący, kosztował 1€ - namoczyć, odcisnąć i chłodzić, chłodzić! 
Działa wyśmienicie, jest chłodny 15 minut, potem trzeba nim potrząsnąć i znowu jest chłodny, trzyma wilgoć już dwie godziny, nic nie kapie!
Teraz chłodzę nim kark, mmmmm jak fajnie :)))))))  Polecam 😀
I tak, wiem, że można zmoczyć zwykły ręcznik :)
*****************************
Przy okazji dziękuję za komentarze pod moimi postami 🧡 
Czytam, ale nie odpisuję, bo nie mam siły walczyć z blogerem (albo mi skasuje, albo nie chce mi zamieścić albo każe mi się gdzieś logować. 



22 cze 2026

Pogoda, ogródek, sweterek, choroby, remonty i inne przypadłości :)

Maki już przekwitły,  ale były takie piękne:


Dzisiaj dzień "chłodny" :))) jest już 17.00, poczekam do 21.00 i lecę wyrywać chwasty i co się da, żeby zapełnić pojemnik Bio, jutro rano odbierają.
Popatrzyłam na prognozę pogody.... straszne! Od środy znowu Afryka! A ja przecież na północy mieszkam  :( 


Pogoda nie podoba mi się, nie toleruję tak wysokich temperatur, i powyżej 20 stopni zdycham! Nie moge NIC robić, snuję się po domu jak zombie,  poleguję w łóżku,  bo nawet drzemaniem nie da się tego nazwać....
I miałam tak całe życie, gdzieś się zapodział kawałek chromosomu odpowiedzialny za regulacje temperatury :)
Ogródek wysycha... nie jestem w stanie podlać tylu metrów kwadratowych, bo dnia i nocy by mi zabrakło.  Regularnie leję wiadra wody do pomidorów,  sałaty i ziół, odpuściłam truskawki, przestały już owocować, nie puszczają wąsów,  więc chyba jesienią zasadzę nowe.
Do borówek wlewam po 20 litrów dziennie, bo zaczynają dojrzewać,  szkoda by było, żeby opadły... na szczęście mam tylko dwa krzaki :)
A zapowiada się taka afrykańska pogoda jeszcze przez dwa tygodnie!
Dzień w dzień około +/- 30 stopni, a w ten piątek (26.06) ma być 38°!!!!!!!!!

Biedne moje nogi, noszę podkolanówki kompresyjne,  które rzeczywiście zapobiegają puchnięciu, ale w takim upale jest mi potwornie gorąco.
Za trzy tygodnie mam laserową operację żył w obu nogach, a potem kilka tygodni noszenia kompresyjnych pończoch!!! Mam jedynie nadzieję, że już gorąco trochę odpusci. 

McGyver od miesiąca bawi się w hydraulika i wymienia po kolei wszystkie rury od wody. Ciężka robota, ale w piwnicy, a tam jest miły chłodek :)
Musi to robić, bo to ostatnia ciężka robota przed instalacją prysznica na parterze.
Dom ma dwie łazienki, jedna w piwnicy a druga na pierwszym piętrze, a na parterze tylko WC.... a więc ja do mycia po schodach na górę,  a McGyver po schodach do piwnicy!
No cóż, młodsi nie będziemy, a oboje jesteśmy niepełnosprawni, trzeba się szybko przygotować na życie na jednym poziomie :)
Ortopeda mnie straszy, że moje implanty kolanowe trzeba będzie wymieniać (mają już 20 i 21 lat!), i łażenie po schodach będzie bardzo trudne. Echchchch.....

Sypialnia stała się naszym salonem, stoją wentylatory, każde z nas ma po jednym, do tego mam taki mały osobisty, żeby czasem z bliska schłodzić nogi. Żaluzje spuszczone, okna zamknięte. 
Telewizor, tablet, smartfon, i od czasu do czasu donoszę napoje ciepłe i zimne, lody i owoce.
I tak sobie trwamy :)))

Trochę wolno przybywa mi sweterka, ale wiadomo, upał :)
Jestem na 35. rzędzie wzoru, a ma być 60! 

Zbliżenie:
Karczek:
Lewa strona  :)))

Kolory przekłamane - tło jest jasno-błękitne, a wzór ma intensywny Royal blue - taki szafirek.
Aktualnie na drucie jest ok. 500 oczek.....

Przyznaję się że sweterek mnie już przeczołgał, i nadal ciężko mi się robi.
Musiałam dobrze wyćwiczyć rzędy skrócone, dodawanie oczek, równe napięcie dwóch kolorów nitek, a w tym nitki dominującej.
A na dodatek obie wełenki składają się z pojedynczych nieskręconych nitek - niebieska z trzech, a szafirowa z 6! No I oczywiście czasem drut nie zabierze wszystkich części składowych i muszę naprawiać!
"Porządność" pracy widać na lewej stronie :)

A u mojej córki remont tarasu, więc piesa domowa pilnuje roboty...
Ale coś się jej przysnęło w tym upale :)))

Gorąco pozdrawiam czytelniczki i czytelników 🧡

4 cze 2026

Huraganowe pokłosie, truskawki, swetry

30. maja na mapie pogody ostrzegano przed burzami....
Boję sie burzy, piorunow i grzmotów....
Boję się gwałtownej ulewy, bo wtedy zalewa nam piwnicę...
Ale coś takiego przeżyłam pierwszy raz w zyciu!
Grzmoty co minutę i zaraz po tym błyskawice!
Gwałtowny deszcz, który całkowicie zasłonił widoczność, i potem grad, duże kulki, gęsto lecące poziomo w huraganowym wietrze.
Zrobiło się ciemno, huczało, waliło czymś, dudniły blachy!!!!
Ja oglądałam przez okno jadalni jak gną się sześciometrowe tuje i moja młoda lipka...
Pół  godziny horroru i ucichło, deszcz przestał padać, wiatrzysko poleciało dalej, można było wyjść i ocenić straty.
Tuje się wyprostowały, lipka straciła jedna gałąź,  ławkę w ogrodzie przeturlało po trawniku, a w piwnicy wybiło trochę wody, nic strasznego :)
U jednego sąsiada przewróciło szklarnię, u drugiego woda wlała się do dwóch pokojów, u trzeciego zalało poważnie piwnice.
Najgorzej było naprzeciwko nas, uszkodziło świeżo położony dach.
W naszą stronę poleciały gąsiory dachowe, pod nimi są zainstalowane dachówki solarne (jakaś nowość), i poniżej normalne dachówki.
Gąsiory rozbiły się na kamieniach tuż obok naszych aut! Mieliśmy szczęście,  bo jedno auto stało przodem do ulicy - szyba na pewno nie wytrzymałaby uderzenia.
Zdjęcie domu i wycinek dachu. Ten czarny pas u góry to dachówki solarne, na szczycie zerwane gasiory:
0

Sąsiad zrobił zdjęcia z drugiej strony, tam zerwało część tych solarnych dachówek :(
Nie wiem, jak oni będą ten dach naprawiać, solary na pewno całe do wymiany.

Wszyscy wyszli z miotłami na ulicę, trzeba było sprzątnąć liście, gałęzie i potłuczone dachówki, przetkac odpływy i....już po burzy śladu nie było  :)
Na drugi dzień posprzątałam ogrodek od ulicy i....
Znowu przyszła burza! Już nie taka ostra, ale lało okrutnie :(
Grad pościnał mi pąki kwiatowe hortensji bukietowej, podziurawił liście lilii.

Gniazdko kosa przetrwało, oglądam przez lornetkę karmienie piskląt - ja widzę jedno, mąż trzy! :)))) 

Są też dobre strony tych burz: wymyly mi wielkie okno w sypialni (niestety z jednej strony) :))), wymyły auta, no i truskawki dostały dosc wody, owocują niesamowicie, co drugi dzień zbieram spora miskę:


Jak tak sobie pada, to siadam w fotelu i oczko po oczku dziergam sweterek, jestem już w 27. rzędzie wzoru:
Przed upałami rzutem na taśmę skończyłam gruby pulower McGyvera:
Kilogram grubej wełny,  ma być do pracy w warsztacie w zimie.
Reakcja: ten pulower jest za ladny do pracy!!!! No i jak faceta zadowolic???

 

25 maj 2026

Zakwitła!!!! Moja lipa z patyka :)

A mowili, ze lipa zakwita pierwszy raz w wieku 15-20 lat, a tu taka niespodzianka! 
Siedzę sobie w cieniu mojej lipki i kontempluję niebieskie niebo bez jednej chmurki, delikatne listki lipy poruszają się leniwie, i.... coś mi w nich nie pasuje: jakiś żółtawy długi listek, obok zielone kulki...
Przecież lipka ma dopiero 9 lat i nie może kwitnąć, hmmmm....
Podniosłam moje cztery litery, przygięłam galązkę i zatkało mnie, to były kwiatki, jeszcze w pączkach:



Teraz czekam az rozkwitną i będą pachnieć!!!!!  😀😃

A tu zdjęcie lipki (z mojego bloga) z grudnia 2020:

A na polach za drogą makowe pole:


A na dodatek na ścianie budy w ogrodzie, w bluszczu, kos uwił gniazdko i kosica wysiaduje jajka. Nie wiem ile, bo zagrodziłam kawałek terenu, żeby tam psy nie latały, i widzę tylko przez lornetkę żółty dziób i ogon 😀

Lato jest piękne!!!






12 maj 2026

Wtoreczek, wspolne dzierganie, biblioteka

Wylegiwaliśmy się do 10.00!!! Śniadanie o 11.00, umyłam na świeżo włosy, i wyszukałam wyjściowe odzienie.
Wyjściowe to znaczy jeansy,  t-shirt i sweter, bo zimno..... brrrr...

Przed pierwszą dałam McGyverowi obiad (zostało od wczoraj) i wybiegłam na autobus "do miasta". Miasto (tzw.) jest w odległości 5km, ale autobus jedzie 20 minut.
Jechałam na pierwsze w historii "wspólne dzierganie na drutach".
U Lucy odbywa się to w kinie, a u nas w miejskiej bibliotece.

Biblioteka jest nówka niesmigana, dopiero co otwarta, wybudowana z rozmachem!
Jestem zachwycona jej przyjaznością i funkcjonalnością!!!!

Wysiadam z autobusu, robię 30 krokow i juz jestem w środku :) To ten duzy bialy budynek z prawej strony:
(Zdjęcie z internetu)
Ogromna przestrzeń, na dole dwie panie w zagrodzie z komputerami do obsługi czytelników,  regały z książkami, podzielone na działy i pododdziały, wszystko czytelnie i logiczne rozmieszczone, schody z poduchami do siedzenia lub czytania, lub słuchania odczytow:
(Zdjęcie z internetu)
Przestrzen podzielona na części użytkowe: czytelnia czasopism, część dziecięca, młodzieżowa, na pierwszym i drugim piętrze stoliki do czytania i nauki - z lampkami, komputerami, kabelkami do podłączenie smartfonów.
Sale do spotkań że stołami i fotelami.




Jeżeli ktoś jest głodny lub spragniony to drzwi obok biblioteki prowadzą do piekarnio-cukierni z pieczywem, tortami i kawą. WC też jest :)  czysty :)))

Na spotkanie dziergania przyszło 20 pań, wszystkie w wieku zbliżonym, na dużej sali przy stole rozłożyłyśmy się z naszymi robótkami i przez dwie godziny słychać było stukanie drutów i "jazgotanie" pracowitych dziewiarek  😀 
Ja pracowałam nad moim nowym swetrem, który ma być taki:
a na razie jest taki:
A w ogrodku nic nie robię, bo pogoda nie sprzyja działalności na zewnątrz, może po zimnej Zośce będzie cieplej....



3 kwi 2026

Wielkanoc 2026


 Filmik nakręcony dzisiaj w moim ogródku  :)

18 sty 2026

Sweterki, sweterki... dla drutomaniaczek :)

 Zmobilizowalam sie do pokazania moich "prac recznych" czyli postepow w dzierganie nowych sweterków. Sweterków mam co prawda pełna szafę, ale wszystkie noszę i ciągle mi mało :)
Jest to też związane z moimi zakupami na temu, bo nie mogę się oprzeć, żeby kupować i testowac sliczne włóczki.
Pierwszy sweterek robilam dla mnie, ale przyjechała córka i..... "mamusia, ale co ty, zobacz jak mi w tym ładnie..." i przepadło, wyjechał z nią do Holandii.
Dziergalam go dwa tygodnie, moher był puszysty, druty 6, zużyłam 350g!



Najciekawszy był sposób dziergania :)

Robilam go w dziwny sposób, najpierw plecy (prostokat), prosto do pach, oczka zostawiłam na żyłce, 
potem nabrałam od góry oczka plecow i zrobilam dwie części dekoltu, połączyłam je i w dół do pach.
Potem przód i tył połączyłam na jednym drucie z żyłka i robilam na okraglo tułów do samego dolu.
Rękawy nabrałam na okrągło, i robiłam w dół.
Sweter nie ma żadnego zszywania!!!

#######$

Ale pierwszy zakup, na próbę, to była alpaka 100%, turkusowa, i do tego cieniutki moher, żeby gładki sweter trochę "spuchacic".
Fajnie i szybko się robiło, przód, tył, dwa rękawy, druty 5.
Jak przyszło do zszywania, to mnie zastopowało :(
Zblokowane części pomierzyłam i .... okazało się, że rękawy trzeba dorobic, bo za krotkie, a szew dwóch grubych kawałków jest za gruby!
Leżą te nieszczęsne części i czekają na wene, żeby je skonczyc  :))))
########

A potem kupilam merino 100% na sweterek "w koniki"  :)


Sliczny blekit, pliske na szyje zrobilam na drutach 3 (!!!), 116 oczek, sposób dziergania pliski znalazlam na YouTube,  umęczyłam się okrutnie, całe południe scibolilam te oczka, bo pod ściągaczem po nabraniu nowych oczek mialam ich 232 !!! A po kilku rzędach z powrotem do 116. Ufff, ładnie wyszło:)
Teraz jeszcze przeżyć rzędy skrócone na plecach, i... dojdę do koników.
Sweter robiony od góry, raglan. Koniki wyrabiane fair isle.
Koniki będą jaskrawo czerwone.

#####

A we wtorek pojadę sobie na "wycieczke" do miasta, tam jest sklep z materiałami i wełna, bo chce kupić wełnę na skarpetki. Sto lat nie robilam skarpetek, bo i po co, noszę ciagle podkolanówki kompresyjne, grube i ciepłe  :)))
Ale namiętność mnie pcha  :)))))

5 sty 2026

Tyyyle zimy!

 


Tyyleeee..... Nawet dało się bałwana ulepić :)

Ale nie ma co się śmiać,  bo gdzie indziej jest źle,  przysypało kawał Polski, przysypuje też Niemcy. W Holandii też parę centymetrów i już kłopot,  bo oni nie mają odśnieżarek ani nawet łopat!

Berlin dostał w du.. kilkadziesiat tysięcy ludzi nie ma pradu, a w związku z tym: nie ma wody, nie ma ciepla, nie ma sklepów, nie ma światła,  i....nie ma pomocy od rządu. 

I może być tak do czwartku przy minus 7 stopniach mrozu. 

No tak, można mówić "trzeba się było przygotowac", ale jak mają to zrobić rodziny w małych mieszkaniach w wieżowcu? Albo niesprawni ludzie w domach? 

Nam przy kontroli generatora prądu ubźdźiło jakąś rurkę,  cały dzień naprawiania....
Dobrze, ze McGyver może wszystko naprawić.

Ja mam pół szafy grubych swetrow, zapasowe koce i kołdry, puszki z żarciem, jakiś czas można przeżyć. Ogrzewanie też mamy własne.
Nie kazdy tak ma i nie każdy jest przyzwyczajony do mieszkania z normalną temperaturą 16°, a bywa też z mniejszą. Włączamy sobie trochę ciepła rano i trochę wieczorem, da się żyć:)

Niestety dla mnie mróz i śnieg nawet malutki jest przeszkodą na miarę życia, przy moich niesprawnościach ruchowych o wywalenie się nietrudno :( 
Poza próg domu nie wychodzę,  trudno, poczekam do plusowych temperatur :)

I tyle najnowszych wiadomości z życia,  idę robić na drutach następny gruby sweter!!! 
Trzymajcie się ciepło  :))))))))

Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...