09.12.2016

Owca-welna-greplowanie-przedzenie-skarpetki

Tak troche dla siebie uporzadkuje w czasie i przestrzeni moje czynnosci w temacie obrobki kupionej (dostanej) strzyzy z owcy lub nabytej (dostanej) gotowej czesanki.
Zaczelo sie w lutym 2013 jak nabylam sobie kolowrotek (w tym poscie).
Niezbyt pieknie mi przedzenie wychodzilo, bylam calkowitym laikiem w tej dziedzinie, i wychodzily mi takie ciezarne dzdzownice :) ( w styczniu 2014)
Na poczatku lutego 2014 spotkalam sie pierwszy raz z prawdziwym przedzeniem :) 
i... pierwsza slczna, wlasna uprzedziona nitka!
Moj drugi, markowy kolowrotek wyglada tak:
Przedlam poczatkowo tylko z gotowej czesanki, ale... dostalam worek welny prosto ze strzyzy.
Ladne to nie bylo i fiolkami nie pachnialo :)
Ogrodek poluzyl mi jako pralnia i suszarnia. W lazience nie odwazylam sie tego robic! TU mozna obejrzec moje pelne poswiecenia czynnosci.
Wyprana, czysta welne trzeba bylo do przedzenia przygotowac, czyli zgreplowac, czyli wyczesac.
W maju 2014 nabylam reczne czesaki:
Juz bylam przadka cala geba :)
Wyczesalam piekna, biala czesanke - czyli produkt, z ktorego sie juz przedzie nitke na kolowrotku:
i uprzedlam tyyyyle klebuszkow:
Do tej pory zrobilam z tej welny pare skarpetek:
 i uzylam jej do kamizelki, ktora odlozona na bok wieki temu nie moze doczekac sie wykonczenia:

cdn nastapi...


Pani D dostala mercedesa :)

Demencja zabiera pomalu wszystko, niepracujace miesnie zanikaja, sciegna nie trzymaja, siedzenie na typowym wozku inwalidzkim konczylo sie zwisaniem na bok. Co 10 minut poprawianie i za chwile znowu to samo...
Poszlam do lekarza rodzinnego po recepte na nowy wozek, ktory podtrzymywalby z boku, utrzymujac pion.
Dostalam recepte, przyjechala firma ortopedyczna, pomierzyla Pania D i za dwa dni przywiezli.... mercedesa!!!
Tak to wyglada z przodu:
podnozki z poduszkami bocznymi i zabezpieczenie nog przed spadaniem z nich:
z boku ma lapy trzymajace na wysokosci zeber, oparcie miekkie wyprofilowane:
a te wszystkie mechanizmy z tylu pozwalaja na dostosowanie fotela do kazdej sytuacji: mozna w nim siedziec prosto, mozna odchylic oparcie do tylu, mozna caly wozek przechylic do tylu do pozycji prawie lezacej, jest oparcie glowy w przypadku gdyby tez zaczela sie kiwac, i to wszystko mozna latwo ustawiac. Widac, ze producent wie, co i dla kogo produkuje :)
Jak zwykle zaskoczyla mnie szybkosc reakcji lekarza, firmy ortopedycznej i kasy chorych - calosc trwala od wtorku do piatku!

Pierwsza proba siedzenia zostala dzisiaj przeprowadzona, wg mnie jest bardzo dobrze, szkoda tylko, ze delikwentka nie wypowiada sie :)

08.12.2016

Brzydka welna

 I znowu troche historycznie - wiosna 2015.
Dostalam troche (tak ze 300g) roznych kolorkow czesanki.
Nie mialam pomyslu co z tym zrobic, bo kolorki takie troche od czapy :) fiolet, zielen, niebieski, zolty i jakies tam jeszcze. Groch z kapusta, wszystkiego po trochu. Ale ze juz posiadalam maszyne do czesania, to podzielilam na dwie grupy, pomieszalam i zgreplowalam.
Efekt - dwa kolorki: zielonkawy i fioletowawy :)

Uprzedlam, najpierw zielonkawa, potem fioletowawa:
 
skrecilam podwojnie, mieszajac zielone z fioletowym:
juz wiedzialam, ze mi sie nie podoba :(

 ale.......... cierp cialo, jakzes chcialo.... ukrecone, trzeba przerobic... no to na druty!
Jak widac, koszmarek, dla mnie nie do przyjecia, ale.... nie to ladne, co ladne, ale co sie komu podoba...
Skarpetki wzbudzily zachwyt, na pniu oddane kolezance, no i jak widac, to ja nie mam gustu!

06.12.2016

Szydelkowa chusta "Virus"

Zobaczylam u mojej kolezanki klebek wloczki i zachorowalam na wloczke z przejsciami kolorow!
Musialam, no musialam! kupic dwa motki (rozne) i cos udziergac. Nasza grupa zapadla juz wczesniej na "Virusa", ja sie troche opieralam, no bo to szydelkiem, a szydelkiem mi nie po drodze, ale sie zlamalam :)

Wzor gdzies z przepasci internetu, wykonanie moje:



Zdjecia na ludziu nie mam, jak zrobie, to doloze :)
Fajnie sie nosi, bo to jest mieszanka bawelny 50% ze sztucznym, nie gryzie, mila w dotyku i pasuje do paru moich bluzek.

Drugi motek jeszcze lezy, tez zielono-zielony, ale inne odcienie. Probowalam na drutach, ale bawelna nie ma sprezystosci, wiec musze znalezc inny wzor szydelkiem.

Jak widac, zdjecie robione jesienia - mam duze opoznienia blogowe :))))

05.12.2016

Imieninki!

Moje naturalnie :)
Uhonorowal je nowy Amarylis, ktory rozkwitl dokladnie wczoraj rano. Roslinki maja jakis wewnetrzny kalendarz imieninowy???
Wielkiej uroczystosci nie bylo, czekoladki, ciasto (kupione), likierek marcepanowy.
W Niemczech imienin sie nie obchodzi, tylko urodziny, wiec swietowalam w scisle rodzinnym gronie. Ale dziekuje wszystkim pamietajacym za zyczenia! :)

Budowa budy

Buda to nazwa robocza malego domku w ogrodzie na stolarnie, czyli glownie na duza pile i male zapasy drewna. Nazwalam to buda, bo toto jest male i tak mi bardziej na porzadna psia bude pasuje :)

Najglowniejszy Budowniczy mierzyl, mierzyl, liczyl, liczyl.... na szczescie sie nie przeliczyl!

Jako jedyna ofiara polegl stary rododendron (nie byl piekny) i mloda jablonka, ktora zostala starannie przesazona i dluuuugo podlewana. Mam nadzieje ze przezyla, bo jeszcze trzy tygodnie po przesadzeniu miala zielone liscie i zielone mlode paczki. Wiosna zobaczymy czy zakwitnie.

Do ulozenia podlogi z kostki zostal "uzyty" niewolnik - dobrze i szybko pracowal, bo w zamian mial miec naprawione auto - no coz, cos za cos :)
Buda o wielkosci ca. 4x4m powstala w "rekordowym" czasie 3 miesiecy, oczywiscie z przerwami.
Cala budowla zostala postawiona wylacznie dwiema recami Najglowniejszego!

Najpierw szkielet:
Platforma uzywana do wszystkich wyzszych prac:
Dach z przezroczystych paneli (duzo swiatla i slonce jako kaloryfer :)
Juz stoja wszystkie drewniane sciany i drzwi:
No i clou calej budowy: NOWOCZESNA INSTALACJA Z RUR odprowadzajaca wode z rynien :))))


Inspiracja do takiego umieszczenia rur od rynny bylo prawdopodobnie zdjecie slynnego Centrum Pompidou w Paryzu :)))))) (zdjecie ze strony: Centre National d'Art et Culture Georges Pompidou)



Buda zostala juz oblana szampanem (bezalkoholowym), ciastem wysmienitym (kupnym), no i te okrzyki zachwytu naszych przyjaciol - bezcenne! :)

A ja tak sobie po cichutku mysle, ze jak mi sie Najglowniejszy czyms narazi, to wstawie mu lozko do tej budy......

24.10.2016

Pan A i Pani D


Ten post zaczelam pisac juz bardzo dawno, ale tymczasowo odlozylam do przechowalni, dzisiaj go odkurzam i koncze :)

Od dwna zmagam sie z myslami, czy jest to temat na bloga (mojego oczywiscie), ale bez tego postu niektore moje wypowiedzi moga byc troche zagadkowe. Na przyklad jak napisze: "dzis chodze jak zombi, znowu nieprzespana noc, Pani D. chodzila cala noc po korytarzu...", to bez wyjasnienia nie wiadomo o co chodzi.
No wiec tak: sa rozne choroby, jedne lekkie, inne ciezkie, jedne da sie wyleczyc, innych nie, sa choroby z ktorymi da sie zyc, i sa takie ktore odbieraja nam czlowieczenstwo.
Taka choroba jest Alzheimer, podla, podstepna choroba, atakujaca cicho, pomalutku, podstepnie, ktora jak sie zacznie, to robi z czlowieka cialo bez duszy, cialo, ktore niby jest w porzadku, ale w rzeczywistosci to tylko powloka pusta w srodku. Ponure - prawda? Straszne...
Ja obserwuje to od lat, u moich rodzicow, najpierw Pan A. Teraz Pani D.
U Pana A. choroba najpierw pelzala, niezauwazona, rozwijala sie pomalutku i nagle stalo sie jasne, ze to TO!
Szok, niedowierzanie, sprzeciw, lekarze, badania i diagnoza: "nic sie nie da zrobic, nie ma na to lekarstwa, bedzie postepowac, prosze sie przygotowac na dlugotrwala, ciezka, wyczerpujaca opieke."
Najpierw odwraca sie od ciebie rodzina, takze ta najblizsza - na przyklad brat, ktory mieszka w innej dzielnicy tego samego miasta, ktory nagle "nie ma czasu". Rodzina troszke dalsza ogranicza kontakty, telefony, aby na koncu po prostu obrazic sie na ciebie, no bo w koncu "oni przeciez nie sa rodzina".
I zostajesz sam/sama........

Pana A. juz z nami nie ma.
Pani D. juz nie chodzi, nie wstaje, nie porusza sie, nie mowi. Proby rehabilitacji nic nie daja.
Pozostaje tylko pielegnacja i czekanie...

W ciagu czterech lat z czynnego, kontaktowego czlowieka zostala tylko oslonka w postaci ciala.

Spacery - skonczyly sie
Czytanie ksiazek - skonczylo sie
Praca w ogrodzie - skonczyla sie
Co pozostalo? Ogladanie kolorowych kartek, obracanie w rekach pluszowych misiow, trzymanie w ustach niemowlecego gryzaczka, smutno :(

Zeby w pokoju Pani D. bylo jeszcze bardziej kolorowo uszylam "fidget quilt", taki dywanik na stolik, ktory ma pobudzic ostatnie sensory dotyku.
Nie pobudza.........

Ale jest kolorowy :)

06.10.2016

Cwiczenie czyni mistrza!

Nastepne trzy kwadraty pikowalam juz z mniejszym napieciem miesni barkow, ale jeszcze musze cwiczyc rozluznienie w czasie szycia.
Ale jak sobie przypominam pierwsze wprawki, to nawet jezyk mi sztywnial! :)
Tu jest dziewiaty kwadrat, ktory ma calkiem przyjemne proste linie.
Patchwork musze starannie rolowac pod ramieniem maszyny, zeby mozna go bylo przesuwac w prawo-lewo-dol-gora.

Przekonalam sie, ze te "paluszki" latwiej jest pikowac najpierw dolne, potem gorne, bo sie je lepiej widzi.
Rekawiczki uzywam biale, bawelniane z delikatnymi kropeczkami gumy. Idealnie sie do tego nadaja. Nie wiem, gdzie je kupic, ale sa to rekawiczki ze sklepu Odziez ochronna, sluza do pracy przy delikatnym szkle.


02.10.2016

Wracam do szycia!

Nie wiem, czy mnie tak jesien odmienila, czy mi sie troszke samopoczucie wyprostowalo, ale dzis moge odtrabic zwyciestwo nad moim lenistwem: siadlam do maszyny do szycia!
Dlugo trwala przerwa, ciagle chcialam, ale nie moglam...
Dzisiaj wyciagnelam odlozony do pikowania patchwork w kratki
( TU i TU) o nim pisalam.
Teorie pikowania przerabialam od dawna, nawet proby robilam, ale jakos szyc nie moglam.
Dzis wzielam byka za rogi i oto, co mi wyszlo:
Przepikowalam szesc kwadratow (z 80!):
Zblizenie..... no i nie ma sie czym zachwycac, jak pijany na lodowisku...

Tyl jeszcze tragiczniejszy, na szczescie niebieska nitka na niebieskim tle malo sie rzuca w oczy:

Nie ma sie co martwic, w calej masie 80 kwadratow wszelkie bledy zgina, spodu nie pozwole ogladac i jakos tam bedzie :) Na zime powinnam skonczyc!

31.08.2016

O wycieczce rowerowej dopisek

Znalazlam jeszcze jedno zdjecie z naszego pedalowania - podczas jazdy wpadla mi w oczy taka budka telefoniczna:
Nic sie nie moze zmarnowac! Budka tez do recyklingu :)

Zmuszona do pedalowania :)

Mozna zamiennie uzyc: zachecona, zmobilizowana, zniewolona itd.

Moj chor zenski (MFC) jest wiecej niz zywotny, oprocz cotygodniowych dwugodzinnych prob, funduje mi ekstra zajecia. Na przyklad w sierpniu - wycieczka rowerowa, i do tego z partnerem (mezem, przyjacielem, kochankiem - wybierz stosowne).
Nie dasz rady wykpic sie brakiem sil, brakiem checi, jedynie brak roweru bylby odpowiednia wymowka, ale w zamian za rower musisz dojechac na poszczegolne punkty autem :)
Po prostu Silna Grupa Pod Wezwaniem! Kobiety gora!
W sobote pogoda byla jak zloto:

Spotkanie pod Straza Pozarna - na szczescie nie bylo alarmu, boby samochody nie mogly na akcje wyjechac!
Ze czterdziesci ludzia przybylo na rowerach:

Glownodowodzaca sprawdzila u kazdego:
-swiatla przednie i tylne
-dzwonek
-zestaw do latania detek
-pompke
-apteczke podreczna
-kask
Myslalam, ze to tak gwoli porzadku i przepisow, ale bylo to tylko zebranie punktow do przyznania pozniej medali dla wzorowych rowerzystow :)

No i pajechali! Sciezkami rowerowymi, sciezkami lesnymi, nad brzegiem rzeki, polami i lakami:

Pauzy tez byly, na przyklad zwiedzanie Kolumbarium St. Michael:

pauza nad rzeka - mozna bylo ewentualnie nogi pomoczyc:

Do konca dojechali wszyscy, ja na baaardzo zasluzonym ostatnim miejscu!
W nagrode za nasza wytrwalosc zostalismy ugoszczeni grilem z salatkami i napojami bezalkoholowymi i alkoholowymi takze.

Dyskusje i spiewy trwaly do polnocy:

Dluzej nie mozna bylo, bo nalezalo w nocy zebrac sily na niedzielny wystep choru na urodzinach naszej chorzystki (50 lat!)

26.08.2016

Idzie zima...

.... na zewnatrz PLUS 32 stopnie w cieniu! W domu plus 25 stopni i nie da sie zejsc nizej, nawet w nocy sciany domu oddaja wredne ciepelko! No ja juz nie moge!!!

A dlaczego idzie zima? Bo moj Najglowniejszy zapragnal dokupic oleju do ogrzewania - no bo trzeba gromadzic zapasy w razie czego (jakiego czego tfu! tfu! tfu!), bo cena wyjatkowo niska, bo zbiorniki w 2/3 puste (pesymista!) (dla mnie w 1/3 pelne, he, he, optymistka!).

A wszystko przez te hiszpanskie/wyzowe upaly.
Nic, nic, nic! sie nie da robic przy takich temperaturach, oczywiscie poza lezeniem z laptokiem i wiatraczkiem u nog :)
Ale Najglowniejszy Terrorysta Domowy zawsze jakies rozwiazanie problemu znajdzie - przeciez zeby kupic olej, to trzeba zrobic dojscie w piwnicy do tych potwornych olejowych baniakow, bo jak Pan Olejowy przywiezie olej, to najpierw musi je (baniaki) obejrzec - a co tam ma do ogladania, to ja juz nie rozumiem...
A w powyzszym pomieszczeniu piwnicznym jest wszystko oprocz dojscia. No i zmusil mnie biedna, zgrzana, zmeczona zyciem, do zejcia w te piekielne czeluscie, zeby mu pomagac!
W jednym mial racje - w piwnicy chlodno, jakby klimatyzacja chodzila :) robota byla malo przyjemna i duzo brudna, ale przynajmniej nie w upale. Przejscie z jednej strony zostalo zrobione, dzisiaj jeszcze popracujemy nad druga strona.
Przy okazji wywiezlismy pol samochodu rzeczy niekoniecznie potrzebnych na wysypisko smieciowe, co po kryjomu (to wysypisko) udokumentowalam. Po kryjomu, bo nie chcialam sie wdawac z panem obslugujacym w dyskusje czy moge, czy tez jest to obiekt wojskowy, a moze musze napisac podanie i uzasadnic po co ja to fotografuje - no to z zacisza szoferki pare raza pstryk i... mam:

Po lewej murek do przerzucania smieci


 na wprost szklo, swietlowki i reszta


jeszcze raz murek do wrzucania smieci od dupy strony


i wyjazd ze smietnika



Gwoli wyjasnienia, bo musze napisac dlaczego na wysypisku smieci nie ma smieci :)
Te betonowe scianki maja za soba przepasc kilkumetrowa, i smieci przerzuca sie po prostu przez murek. One sobie spadaja, a pod spodem kraza wielkie spychary i laduja toto na ciezarowki, ktore toto wywoza do spalarni. Oczywiscie kazdy rodzaj smieci wrzuca sie osobno - zielenizna, deski nie farbowane, meble farbowane, gruz, smieci nie sortowane, czyli cos co sie nie da zakwalifikowac.
Po prawej stoja kontenery na papier i tekture, na lodowki i telewizory, na baterie, na telefony, na komputery, a jeszcze dalej pojemniki na szklo biala i kolorowe, na swietlowki, na farby i na chemikalia.
Jak zaczynamy w domu jeszcze dzielic, to sami sie gubimy co do czego.
A na ten smietnik, to sie wywozi nadmiar smieci, ktory powstaje wlasnie w przypadku porzadkow, budowy, malowania, duzego ciecia krzewow.
A normalna produkcja smieci jest rozdzielana do wlasnych pojemnikow, odbieranych co dwa tygodnie wg. planu (pojemnik niebieski na papier, pojemnik brazowy na odpady biologiczne, pojemnik szary na odpady niesegregowalne, pojemnik zolty na plastiki i metale).
Jak mam czasem zaniki pamieci :) to stoje ze smieciem i mysle, mysle, mysle.... gdzieby go tu wsadzic!

No i niestety ta cala przyjemnosc nie jest bezplatna, porzadek kosztuje!

Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...