7 sie 2017

Moj park maszynowy

Naturalnie chodzi o maszyny do szycia :)

Od mlodosci (kiedy to bylo?) ciagle cos szylam na maszynie. Maszyna byla mamy, ale pozwalala mi jej uzywac. Jakies pierwsze wprawki, skrocenie spodni, zwezenie - zadne achy i ochy :)
Zmienilo sie to, gdy pojawila sie na swiecie moja corka. Lata siedemdziesiate odznaczaly sie tym, ze w sklepach poza octem, nie bylo nic. Ubran tez nie, materialow tez nie.
Dziecina rosla, obszywana glownie przez babcie.
Ale po wyprowadzeniu sie na swoje, nie bylo juz tak latwo, mama daleko, a tu spodnie sie wydarly, bluzki maja za krotkie rekawy. Trzeba sie bylo wziac do szycia.
Kredyt, zwany malzenskim (bezodsetkowy!) umozliwil mi kupno nowego Lucznika.
I sie zaczelo szycie niezliczonej ilosci portek do przedszkola, spodniczek na lato, albo strojow krolewny na przedstawienie.
Minely lata, Lucznik caly czas byl na chodzie, umozliwial mi nawet dorabianie do pensji :)
Jak wpadlam po uszy w patchworki, szylam je na Luczniku.
Jak zaczelam od czasu do czasu bywac w Niemczech, to wyszukiwalam ogloszenia o sprzedazy maszyn do szycia i dorobilam sie trzech fajnych maszyn za pare euro!
Lucznika podarowalam znajomej, a u mnie szyly dwie Viktorie. Trzecia maszyna pojechala do kuzynki.
Dobrze nam sie wspolnie zylo do czasu wielkiej emigracji :)
Jedna Viktoria zaginela gdzies w czelusciach piwnicy i nie sposob bylo ja znalezc :(
Druga szyla, ale ja nabralam ochoty na cos bardziej luksusowego.
Przewertowalam Internet z prawa na lewo i z lewa na prawo i... zdecydowalam sie na Brothera (tu o nim pisalam).

Miesiace mijaly......
Na facebooku znalazlam dyskusje o owerlokach. Hmmmm... przydalby mi sie...
W Lidlu daja Singery tanio.... ale wszyscy opluwaja te z Lidla.... ale tanio.... i mozna zwrocic bez problemu....
W dniu Zero wstalam wczesniej i pojechalam do Lidla - byly cztery pudla z maszynami, zabralam jedno!
Jak to ja, zaczelam od studiowania instrukcji, porad w internecie, filmikow na Youtubie.
Jak uznalam, ze juz dojrzalam, to wywloklam wszystkie wstepnie nawleczone nici i zaczelam zabawe z nawlekaniem. W uzyciu byly rece, nogi, jezyk, ale.... nawleklam.... wlaczylam..... maszyna ruszyla....  pierwszy probny scieg.... wyszedl!!!!!!
Stara maszyna Viktoria tez sie przydawala, ale ktoregos dnia przyjechala corka i oddalam ja jej.
W podswiadomosci juz mialam pomysl, jak dla siebie zalatwic nowa, zapasowa maszyne :)
Otoz oswiadczylam Najglowniejszemu, ze albo mi odnajdzie w piwnicy zaginiona od przeprowadzki maszyne, albo zaplaci za nowa.
Co zrobil??? Zaplacil, poniewaz nie oplacalo mu sie za te pare euro (jak powiedzial) grzebac w czelusciach piwnicy!!!
W ten sposob stalam sie posiadaczka nowego Singera o imieniu Talent :)
Zapasowa maszyna jest czasem niezbedna, np. musze cos szybko przeszyc, a na pierwszej aktualnie szyje cos z jerseju, wiec zmiana nici, zmiana igly, zmiana ustawien.... no to przeciez latwiej szybko uruchomic druga, ktora czeka na drugim stole :)

I tak to jestem dumna posiadaczka trzech nowych, pieknych maszyn!

27 komentarzy:

  1. A ja dalej popylam na Luczniku, ktory dostalam na slub od mamy. No ale ja szyje sporadycznie, wiec w zupelnosci mi wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucznik byl niesamowity, ale jeszcze jak na nim szylam, to tesknilam za nowa, wszystkomajaca maszyna. Marzenie spelnilam dopiero teraz :) I to nie jest tak, ze mam i sie ciesze, ja wykorzystuje wiekszosc udogodnien, i.... (s)zycie stalo sie latwiejsze! :)

      Usuń
  2. Niczego nie szyję. Swego starego łucznika się pozbyłam, zresztą wolę prowadzić samochód kilkaset kilometrów non stop niż szyć na maszynie.Najzabawniejsze było to, że mając maszynę uszyłam córce sukienkę w ręku, co zbudziło u jej teściowej przeogromną sensację. Wszyscy ryli nosem ze śmiechu, a ja na samą myśl, że wpierw muszę te 13 kg wyciągnąć z szafy i potem ileś czasu ma stać "to coś" w pokoju, dostawałam drgawek.
    Kiedyś miałam również overlock, ale taki tylko dwuigłowy i szybko się go pozbyłam, bo on tylko "obrzucał" ale nie przycinał.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (S)zycie jest latwiejsze, gdy sie ma, tak jak ja, osobny pokoj do szycia, obok pokoj goscinny, w ktorym mam stoly do krojenia i miejsce na korytarzu, gdzie stoi deska do prasowania.
      W razie przyjazdu gosci, skladam tylko stoly do krojenia i juz!
      W Polsce mialam duzy pokoj i Lucznik stal przewaznie na stole jadalnym, ale jedlismy w kuchni. Stol byl potrzebny tylko dla gosci i rzeczywiscie musialam to Monstrum dzwigac do jakiegos kata :( Ale nie bylo to nagminne :)
      Overlocka wczesniej tez mialam, chinskiego, wazyl wiecej niz Lucznik i mial od soba mise olejowa z lirem oleju! Smierdzial strasznie, a sprzatanie go ze stolu to juz byl Horror! Ale dorabialam na nim, szyjac swetry, wiec nic zlego nie powinnam o nim mowic. Pozdrowki!

      Usuń
  3. Mając lat około 40 wpadłam na pomysł, że nauczę się szyć na maszynie. Nabyłam wypasiony model i... raz w życiu spróbowałam skrócić sobie spodnie. Chyba nie muszę mówić, że był to mój ostatni raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli szyłaś dwa razy: ten pierwszy i ten ostatni? ;-)

      Usuń
    2. Bo sie rzucilas z motyka na slonce! Skracanie spodni jest sztuka, ja do tej pory tego nie lubie, i zawsze zabieram sie do tego jak pies do jeza :)
      Ale zszywanie kolorowych kwadracikow proste jest i od razu masz sliczny rezultat, co cieszy :)
      I nie trzeba sie tego od razu "uczyc", pare wskazowek i wioooo!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. A co za różnica? Spróbuj - będąc mną - uszyć dwa centymetry równego ściegu. Powodzenia! :)))

      Usuń
  4. A ja uczyłam się szyć na starej singerce mojej mamy, do której dziadek dorobił motorek! Była piękna. Fascynowała mnie od dziecka. Gdy wyszłam za mąż dostałam od teściowej Łucznika. Szyłam namiętnie, w tych czasch, które wspominasz: ciuszki dzieciom, nowe sweterki ze starych sfilcowanych, a nawet obrazki. Ten Łucznik przetrwał u mnie kilkadziesiąt lat. Przetrwał wszystkie przeprowadzki w Polsce i przyjechał ze mną do Holandii. (17 lat temu). Tu był wykorzystywany jeszcze kika lat, głownie do "stworzenia" "potworków" - kap na łóżko. Szyło się jednak coraz gorzej, części, choć jeszcze wówczas metalowe jednak się zużyły. Póżniej kilka lat miałam jakies monstrum kupione na romolmarkcie. I nareszcie, jakis rok temu nabyłam sobie nowiusieńkiego... Brothera :-) Jest super. Lekki, prosty w obsłudze a i tak z możliwosciami. Używam jednak rzadko ze względu na ręce, które osczędzam do mojej "pierwszej pasji"- malowania :-)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie "braciszkow" :)
      Tez musze oszczedzac rece, kregolup, nogi itp., ale to co szyje, to sa leciutkie rzeczy, a maszyna i tak robi prawie wszysko sama.

      Usuń
    2. Jasne, najważniejsze to mieć pasję :-)

      Usuń
  5. Łuczniki to dobre maszyny. Nie miałam z nimi styczności, bo jak szyłam czy szyje to już ręcznie. Jakoś nie umiem przestawić się na maszynę. Może powinnam zaufać i próbować.
    Ach muzeum maszyn. Super. Oby nowe służyły jak najdłużej i jak najlepiej.
    Co do kupna maszyn z Lidla czy innej takiej sieci. Zależy jak trafisz. czasem jest tak, że z 10ciu tylko 1będzie wadliwa i trafi do Ciebie, a czasem z 10ciu wadliwych ty masz tą 1 idealną :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaufaj i sprobuj :)
      A z maszynami tak jest, ze sie czasem zle trafi, ale wiekszosc niepowodzen produkuja niedoswiadczeni uzytkownicy, ktorzy nawet nie przeczytali instrukcji!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Mówisz, że overlok z Lidla jest ok? Kupiliśmy go Młodej, ale że jeszcze nie wróciła do szycia, stoi w biurze i udajemy, że go nie ma 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako odpowiedz dla ciebie i moze innych popelnie wieczorkiem dodatkowy post o overlocku.
      A na waszego spogladaj z miloscia, to sie potem odwdzieczy :)

      Usuń
  7. Najpierw szyłam na maszynie od mamy. Takiej z pedałem nożnym. Jakaś stara niemiecka, którą mama dostała od swojej mamy. To były lata 70te. Potem w 1980 kupiłam, też na MM, Łucznika. Szyłam na nim 15 lat (miałam przez dwa lata firmę i szyłam do butików). Szyłam tak dużo, że zużyły się części. Kupiłam nowego Łucznika i ten był o wiele gorszy od tego pierwszego. Jakiś taki "twardy" i ciężki w szyciu. Nie miałam kasy, więc nie miałam wyboru, szyłam na nim dosyć sporo. Pięć lat temu ten drugi padł. Kupiłam sobie Janome (komputerowa) i nachwalić się jej nie mogę. Wczoraj szyłam poszewki na jaśki, pokrowce na krzesła, obszyłam dwie serwetki, "zacerowałam" dziurę w kurtce. Szybko, sprawnie i bez bólu. Najbardziej cieszy mnie w niej szybkie nastawianie ściegów, automatyczne nawlekanie igły i mogę szyć na niej bez użycia pedału. Poza tym ma multum ściegów i dokupiłam sporo stopek różnego przeznaczenia. Kiedyś przymierzałam się do kupna overloka, jednak mi przeszło. Masz rację, że parę maszyn bardzo ułatwia szycie. Gdybym miała miejsca, to pewnie kupiłabym tego overloka.
    Piękne te Twoje patchworki na poduchy:) To do poprzedniego posta:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poduchy dziekuja za uznanie :)
    Ja tez myslalam o Janome, ale w koncu zdecydowalam sie na Brothera, wszystkomajacego :)
    Nawlekacz igly byl pierwszym warunkiem przy szukaniu zapasowej maszyny, potem szpuleczka "od gory" pod przezroczysta klapka - rewelacja, potem zwykly obcinacz nici na korpusie, a na koncu dziurka guzikowa na jeden przycisk.
    Wygral cenowo Singer, kupiony po prostu przez internet, ale od dobrej firmy. Nie narzekam, mam nadzieje, ze dlugo po(s)zyje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te bajery też były dla mnie ważne i moja Janome je ma. Na początku miałam problem z szyciem "na guzik", bez pedału, ale teraz zasuwam na milimetr. Pedał można podłączyć tez. Na razie nie mam takiej potrzeby. dziurek jeszcze nie robiłam, dlatego nie wiem, jak janomka je szyje. Rewelacyjne są różne stopki, które bardzo ułatwiają szycie.
      zastanawiałam się nad Singerem tez, ale wtedy, gdy kupowałam maszynę, Singery były dosyć drogie. Moja Janome kosztowała 1200 zeta i tyle mogłam dać. Nic więcej.

      Usuń
    2. "Na guzik" jeszcze nie szylam, sprobowalam, ok, ciekawe, ale ja wole na pedal :)
      Stopki dokupilam - komplet 40 sztuk, za smieszne pieniadze. Sa chinskie, ale wszystkie obejrzalam, niektore wyprobowalam i sa dobre. Te, ktore sie powtarzaja, bo mialam je w maszynie, sa nie do odroznienia :)
      Moja maszyna szyje dziurki na wymiar guzika, i to jest to! Wsadzam guzik do stopki, wlaczam i... jedzie sama! Wiele razy wyprobowalam.

      Usuń
    3. Chyba nie mam tego cuda z guzikiem. Jak dużo guzików przyszywasz, to masz ulgę. Ja raczej na guzik nie zapinam- chodzi o poszewki- wszystkie na zakładkę robię. Tak patrzę na Twój park maszynowy i podziwiam. Dobrze, że potrafisz cieszyć się z urządzeń, które ułatwiają Ci pracę.

      Usuń
    4. :) Ja tez szyje poszewki na zakladke, ale czasem dziurka ladna sie przydaje :)
      Lubie maszyny i lubie czytac instrukcje :)

      Usuń
  9. Widzę ,że tu są wymieniane fachowe porady. Ponieważ nsza mam szyła to na wspomnianej przez Dag maszynie to ja mam takie sobie wspomnienia związane z tą maszyną, singerka z dorbionym przezdziadka silniczkiem. A mianowicie mam wychodząc gdzieś z domu zaznaczyła, żeby pod jej nieobecność nie ruszać mszyny. Więc jak tylko za mamą zamknęly się drzwi to ja oczywiście do maszyny z zamiarem uszycia sobie fartuszka na prace ręczne. Przeszyłam paznokieć , zwisała mi z niego zielona nitkai krew lała się suto....Długo nie ruszałam maszyny .Do różnych prac tego typu nie mam smykalki ale nabyłam sobie walizkową Tułę i popełniałam na niej a to stroje dla córki i nawet dwie sukienki uszyłam sobie. I na tym się skończylo....I tak jakby - ciągle coś robie raz albo ew. dwa ray . A potem stwierdzam ,że umiem albo nie mój ding i odkładam na bok ze swiadomością ,że ew. jak zechce to zrobię...:)) to się dotyczy wszystkic tzw. robóte kręcznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszyty kciuk tez zaliczylam, ale mnie to nie zniechecilo, wyciagnelam igle, zmienilam na nowa i szylam dalej :)
      Maszyne trza polubic i wtedy ma sie przyjemnosc, albo...

      Usuń
  10. Jakiś czas temu miałam chęć zakupić nową maszynę do szycia, bo starego Łucznika z początków małżeństwa postanowiłam zostawić córce, a jeszcze starszą Łucznika po mamie zostawiłam nowym właścicielom domu, pani domu szyje, więc się nie zmarnują.
    No i tak chodziłam i szukałam. Jako młoda mężatka coś tam szyłam: zasłonki wszystkie obszywałam i obrusy, czasem jakąś pościel dla dzieciaka itp. Ale niestety szycie nie przetrwało i póki co odstąpiłam od kupowania maszyny. Ale za jakiś czas temat wróci i z przyjemnością coś sobie sprawię, na pewno wtedy najpierw poradzę się Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chetnie sluze radami, jako ze jestem ciotka Baska od dobrych rad :)
    (ale nie to, ze dobrymi radami pieklo wybrukowane, co to to nie!)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam :) w podobny sposób zaczynałam przygodę z szyciem , najpierw szyła moja mama ubrania dla mnie i dla siostry i ja się przy okazji uczyłam. Później jako nastolatka szyłam i przerabiałam ubrania dla siebie i zawsze miałam coś ciekawego :) Też zaczynałam od starego Łucznika ,był tak ciężki ,że można było nim zabić ale długo dawał radę. Te nowe Łuczniki już nie były tak dobre. Póżniej miałam nowszego Łucznika,Zingera ,Husqvarne, teraz mam Janome i zapasową z Lidla ,orłem może nie jest ale szyć się da (ta lidlowa).W domu maszyna musi być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Singer Lidlowy, jak wszystko zreszta, moze sie trafic zly, ale tez i dobry. Kwestia szczescia. Ja zapasowego Singera kupilam przez Internet i drzalam, zeby miec szczescie :) Na razie wszystko gra :)

      Usuń

Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...