Zmobilizowalam sie do pokazania moich "prac recznych" czyli postepow w dzierganie nowych sweterków. Sweterków mam co prawda pełna szafę, ale wszystkie noszę i ciągle mi mało :)
Jest to też związane z moimi zakupami na temu, bo nie mogę się oprzeć, żeby kupować i testowac sliczne włóczki.
Pierwszy sweterek robilam dla mnie, ale przyjechała córka i..... "mamusia, ale co ty, zobacz jak mi w tym ładnie..." i przepadło, wyjechał z nią do Holandii.
Dziergalam go dwa tygodnie, moher był puszysty, druty 6, zużyłam 350g!
Najciekawszy był sposób dziergania :)
potem nabrałam od góry oczka plecow i zrobilam dwie części dekoltu, połączyłam je i w dół do pach.
Potem przód i tył połączyłam na jednym drucie z żyłka i robilam na okraglo tułów do samego dolu.
Rękawy nabrałam na okrągło, i robiłam w dół.
Sweter nie ma żadnego zszywania!!!
#######$
Ale pierwszy zakup, na próbę, to była alpaka 100%, turkusowa, i do tego cieniutki moher, żeby gładki sweter trochę "spuchacic".
Fajnie i szybko się robiło, przód, tył, dwa rękawy, druty 5.
Jak przyszło do zszywania, to mnie zastopowało :(
Zblokowane części pomierzyłam i .... okazało się, że rękawy trzeba dorobic, bo za krotkie, a szew dwóch grubych kawałków jest za gruby!
Leżą te nieszczęsne części i czekają na wene, żeby je skonczyc :))))
########A potem kupilam merino 100% na sweterek "w koniki" :)
Sliczny blekit, pliske na szyje zrobilam na drutach 3 (!!!), 116 oczek, sposób dziergania pliski znalazlam na YouTube, umęczyłam się okrutnie, całe południe scibolilam te oczka, bo pod ściągaczem po nabraniu nowych oczek mialam ich 232 !!! A po kilku rzędach z powrotem do 116. Ufff, ładnie wyszło:)
Teraz jeszcze przeżyć rzędy skrócone na plecach, i... dojdę do koników.
Sweter robiony od góry, raglan. Koniki wyrabiane fair isle.
Koniki będą jaskrawo czerwone.
#####
A we wtorek pojadę sobie na "wycieczke" do miasta, tam jest sklep z materiałami i wełna, bo chce kupić wełnę na skarpetki. Sto lat nie robilam skarpetek, bo i po co, noszę ciagle podkolanówki kompresyjne, grube i ciepłe :)))
Ale namiętność mnie pcha :)))))







Basko, naprawde zrobisz te koniki??!! To bedzie najpiekniejszy sweter na swiecie! :)
OdpowiedzUsuńChciałabym :)
UsuńŚliczny sweter i te wszystkie włóczki...Mega sliczne. Koniki...brzmi rewelacyjnie. Ciesze sie czytając o takiej pasji i niech trwa na dobre. :)))))
OdpowiedzUsuńCudne cudności...;o)
OdpowiedzUsuńTeż mam te koniki, nie wiem kiedy mi dojdzie zrobić. Takie swetry robię metodą Double face, po pierwsze - odcinek z wzorem też jest elastyczny, po drugie - sweter można nosić dwustronnie
OdpowiedzUsuńNo patrz Basiu, blogger coś świruje, od tygodni a nawet miesięcy nie uaktualniał mi twoich wpisów!
OdpowiedzUsuńSweterek dla córki śliczny kolor.
Poprzez grube szwy nie lubię zszywać dzianin, i lecę od lat raglanem.
Co z tej niebieskiej temowej alpaki zrobię, chyba wdzianko, a la kamizelkę, ale też raglanem. Zrobię kadłub taki po biodra, a rękawki raczej krótkie wyjdą. To taka próba.
Pozdrawiam serdecznie!
P. S. Akurat robię tradycyjne mitenki, z mojego najukochańszego na nie materiału, czyli wełny skarpetkowej.
UsuńOglądam i .....zazdroszczę, bo od wielu miesięcy jakoś nie mogę się zebrać by cokolwiek udziergać. Co prawda zrobiłam jeden męski szalik, ale utknęłam na etapie wykończenia go... frędzelkami. I tak leży biedaczek i czeka cierpliwie aż pomyślę jak je sprytnie doczepić do tego szalika. Jakoś zupełnie nie mogę sie pozbierać tej zimy w całość- wciąż jestem w stanie rozsypki.
OdpowiedzUsuńTwój wpis bardzo dobrze oddaje radość, jaką daje prawdziwe rękodzieło – widać, że to nie tylko hobby, ale też sposób na bycie tu i teraz. Bardzo podoba mi się, że dzielisz się swoimi metodami, problemami i wpadkami – to pokazuje, że tworzenie nie zawsze idzie gładko, ale satysfakcja z efektu wynagradza wszelkie trudności.
OdpowiedzUsuńNajciekawsze w Twoim opisie jest to, jak łączysz kreatywność z praktyką: każdy sweter jest inny, dobór włóczki, eksperymentowanie z technikami, rękawy, które trzeba poprawić, pliski, koniki – wszystko to pokazuje, że robótka ręczna to małe wyzwania i wielka frajda jednocześnie. Świetnie też, że dzielisz się tym z innymi – nie tylko pokazujesz efekt, ale też jak powstaje, co dla początkujących i średniozaawansowanych drutomaniaczek może być bardzo inspirujące.
Podoba mi się też wątek rodzinny – że Twój pierwszy sweter wędruje do córki i sprawia jej radość – pokazuje, że te wszystkie godziny spędzone z drutami mają też wymiar emocjonalny. Twoja pasja do włóczki, kolorów i eksperymentów jest zaraźliwa – czytając, mam ochotę od razu pobiec po druty i coś zacząć!
Basiu, piękny sweter, a najważniejsze że zrobiony własnoręcznie! Nosić taki, to szczególna przyjemność!
OdpowiedzUsuńZrobilam kilka szalików w grudniu i przegądam wełny od kilku tygodni, podziwiam Cię, piękny sweter :)
OdpowiedzUsuńBasiu, przez pewien okres tak długo nie było Cię na Twoim blogu, że myślałam już, że zamilkłaś na dobre, porzucając blog. Tymczasem taka niespodzianka! Hurra!
OdpowiedzUsuńW robieniu na drutach jestem kompletnym cymbałem. Dziergałabym nawet chętnie, ale zupełnie brak mi umiejętności i tego zmysłu "krawieckiego".
Sweter śliczny! I cieplutki. Na tę zimę idealny!
OdpowiedzUsuńMasz talent, gratuluję z całego serca udanego dziergania!
OdpowiedzUsuńZasyłam serdeczności